X zamknij

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb.
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Bezpłatna infolinia: 0 800 493 494

10

II

2018

Najbardziej zabójczy rak w Polsce - debata

 
Debata: Rak płuc to obecnie najczęściej wykrywany nowotwór złośliwy w Polsce, który co roku dotyka dziesiątek tysięcy osób.
 

Dla większości pacjentów ta diagnoza równa jest wyrokowi śmierci. Co możemy zrobić, by poprawić obraz sytuacji? Jak walczyć z tą niezwykle niebezpieczną chorobą? Odpowiedzi szukali uczestnicy debaty „Nowotwory płuc – postępy w terapii i potrzeba zmian systemowych w Polsce".

– Rak płuca jest onkologicznym problemem numer jeden w Polsce – najczęściej wykrywanym nowotworem złośliwym w naszym kraju, przy czym mówimy o ponad 20 tys. osób z rozpoznawanym co roku pierwotnym nowotworem płuca. Do tej statystyki nie wliczamy chorych, którzy mają przerzuty w płucach z innych nowotworów – wyjaśnia prof. dr hab. Maciej Krzakowski z Centrum Onkologii w Warszawie.

– O skali tego problemu świadczy liczba 23 tys. zgonów rocznie spowodowanych przez raka płuca oraz wskaźnik 13,5 proc., wyrażający pięcioletnią przeżywalność. Warto także zauważyć, że skala problemu jest różna w odniesieniu do mężczyzn i kobiet. Kiedyś na raka płuca chorowali niemal wyłącznie mężczyźni. Obecnie się to zmienia. Zachorowalność oraz umieralność wśród mężczyzn maleje, a rośnie – dość wyraźnie – u kobiet. Obecnie jest tak, że rak płuc to zabójca numer jeden wśród kobiet, jeśli uwzględniamy zgony spowodowane przez nowotwory. Więcej kobiet umiera na raka płuca niż na raka piersi, co spowodowane jest m.in. wspomnianym skokiem zapadalności – tłumaczy Krzakowski.

Wysoka śmiertelność związana z rakiem płuc spowodowana jest przez wiele czynników. Do najważniejszych należy późne wykrycie choroby. Postawienie dobrej diagnozy bywa bardzo trudne, gdyż w początkowym stadium nowotwór zwykle rozwija się bezobjawowo, a pierwsze dolegliwości są mało specyficzne i rozpoznanie choroby często następuje zbyt późno.

– Musimy pamiętać o dwóch kwestiach. Po pierwsze, jest to jedyny nowotwór, w którego przypadku notujemy co roku podobną liczbę zachorowań oraz zgonów.

Już tylko to wystarczy za mocny argument, że coś z tym trzeba zrobić. Druga kwestia to fakt, że w przeciwieństwie do innych nowotworów w przypadku raka płuc jesteśmy w stanie zaoferować leczenie o charakterze radykalnym, a tym leczeniem jest tylko i wyłącznie operacja, zaledwie 15–20 proc. chorym. Innymi słowy, mamy rzeszę chorych, ponad 80 proc., którzy w momencie rozpoznania choroby są już na etapie zaawansowania nieoperacyjnego. Jest to albo miejscowo zaawansowana choroba, albo choroba tzw. uogólniona, gdzie mamy potwierdzone istnienie przerzutów odległych. Na tym etapie nie mamy już możliwości leczenia radykalnego. I to jest największy problem, który dotyka tysięcy osób w naszym kraju – tłumaczy prof. dr hab. Rodryg Ramlau, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

 

Zwiększyć szanse pacjentów

Co powinniśmy zrobić, by rak płuc nie zbierał co roku w Polsce tak wielkiego żniwa? Eksperci zwrócili uwagę, że należy rozpocząć od analizy statystyk szczegółowych. Trzeba wyjść poza zestawienia ogólnopolskie i zejść do poziomu regionów. Obserwujemy tutaj spore rozbieżności. Wskaźnik resekcyjności jest różny w poszczególnych województwach i w niektórych bywa mocno powyżej 20 proc., a w niektórych spada grubo poniżej 10 proc. Trzeba wyrównać i zwiększyć szansę pacjentów, a to oznacza wcześniejsze wykrycie choroby.

– Należy uruchamiać programy wczesnego wykrywania, takie jak np. realizowane w niektórych województwach (zachodniopomorskie, wielkopolskie, pomorskie i mazowieckie). Takie programy, specjalnie przeznaczone dla mieszkańców regionów o niskiej wykrywalności oraz resekcyjności raka płuca, mogą poprawić wyniki – wyjaśnia profesor Krzakowski.

Programy wczesnego wykrywania choroby to podstawa, jeśli chcemy myśleć o budowaniu lepszego jutra dla pacjentów dotkniętych rakiem płuc.

Nie jest to jednak jedyne działanie, jakie możemy podjąć. Kolejnym ważnym aspektem jest edukacja społeczeństwa. O jej wadze najlepiej świadczy odpowiedź na pytanie, co jest najczęstszą przyczyną choroby. Są nią papierosy. Biorący udział eksperci podkreślali, że nie ma w tej kwestii żadnych wątpliwości, gdyż jest to jeden z tych aspektów, które zostały bardzo dokładnie przebadane i sprawdzone. Wystarczy tylko wspomnieć, że 90 proc. przypadków u mężczyzn oraz 80 proc. u kobiet to nałogowi palacze.

 

– Wystartowaliśmy z kampanią „Hamuj raka! Daj szansę płucom!", w której chcemy spojrzeć na problem w sposób całościowy – wyjaśnia Elżbieta Kozik, prezes ruchu społecznego Polskie Amazonki.

– Należy zacząć od edukacji, mówię o edukacji nie tylko pacjentów, ale też całego społeczeństwa. Musimy myśleć: mnie to też może spotkać. Musimy być uczuleni na problem, znać go i jego symptomy, byśmy sami mogli, jeśli zajdzie taka potrzeba, pomóc lekarzowi oraz podpowiedzieć mu, co może nam dolegać – wyjaśniała Kozik, podkreślając, że edukację w tym temacie powinniśmy rozpoczynać jak najwcześniej, a grupą docelową w tej kwestii powinny być dzieci i młodzież.

W przypadku powyższych działań musimy jednak pamiętać o jednym. Rozwój systemów wczesnego wykrywania oraz edukacja na pewno pozwolą zmniejszyć zarówno liczbę zachorowań, jak i związanych z nią zgonów. Na efekty przyjdzie poczekać lata, a pacjentów rokrocznie mamy tysiące. Co możemy zmienić już teraz, by poprawić ich los.

 

 

Brak nowych metod leczenia

– Występuję w tej rozmowie niejako z dwóch pozycji. Z jednej pacjenta, gdyż od 12 lat choruję na raka płuca i mam za sobą ścieżką począwszy od operacji po kilka naświetleń i chemioterapii.

Z drugiej z pozycji osoby, która od 10 lat prowadzi stowarzyszenie zajmujące się pomocą osobom dotkniętym chorobą – powiedziała Anna Żyłowska, ze Stowarzyszenia Walki z Rakiem Płuca Oddział Szczecin, rozpoczynając rozmowę na temat działania służby zdrowia.

 

– Jak wygląda leczenie? Przechodzimy z rąk do rąk. Rozpoczyna się od podejrzenia choroby, co stwierdza najczęściej lekarz rodzinny. Następnie po wykonaniu podstawowych badań dostajemy skierowanie do pulmonologa, gdzie na wizytę czekamy kilka miesięcy. Później przechodzimy do torakochirurga, jeśli kwalifikujemy się do leczenia operacyjnego, a następnie trafiamy na naświetlenia do radiologa albo na chemię lub jedno i drugie. Jak już skończy się cała ta ścieżka, to zostajemy pozostawieni sami sobie i albo wracamy do lekarza rodzinnego, albo znowu czekamy kilka miesięcy do pulmonologa. Mnie się udało, a właściwie jeszcze się udaje. Zgłaszają się jednak do nas osoby, które nie wiedzą, co zrobić i gdzie pójść dalej – wyjaśnia.

Z czego wynikają problemy w koordynacji leczenia? Raka płuc wyróżnia wśród nowotworów fakt, że zajmują się nim zarówno pulmonolodzy, jak i onkolodzy. W efekcie pacjenci często nie wiedzą, gdzie mają trafić. Dodatkowo schorzenie często traktowane jest jak niechciane dziecko, a pacjenci nim dotknięci postrzegani są zupełnie inaczej niż dotknięci przez inne nowotwory. Widać to także w pieniądzach.

– Jeśli zestawimy środki przeznaczone na leczenie chorych na raka płuc z rakiem piersi, to można pomyśleć, że ten pierwszy to problem zupełnie niszowy, a nie największy zabójca wśród nowotworów – podkreślał profesor Ramlau. Różnice są ogromne. Na walkę z rakiem płuc przeznaczamy rocznie dziesięć razy mniej niż na leczenie raka piersi. To widać w możliwościach leczenia, jakie otrzymują pacjenci.

– Nie mamy dostępu do nowych metod leczenia lub jest on mocno ograniczony. Problemem jest też dostępność leków. Dopominamy się o dostęp do leków, które nie są u nas wpisane na listę refundowanych, a są bardzo pomocne, bo przedłużają długość życia i poprawiają jego komfort. Bez skutku. Na listę trafiły leki pomagające w leczeniu raka jelita grubego czy czerniaka, ale nie płuc – podsumowała Anna Żyłowska.

Materiał powstał we współpracy z firmą MSD Polska